image2     „LUMEN”  

                                      Nr 3/2019

    PARAFIA POD WEZWANIEM

     ŚW. AP. PIOTRA i PAWŁA

             06.01.2019 r.

 

 

 

 

II Niedziela Zwykła (J 2, 1-11)

 

Słowa Ewangelii według Świętego Jana:

W Kanie Galilejskiej odbywało się wesele i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa rzekła do Niego: «Nie mają wina». Jezus Jej odpowiedział: «Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czy jeszcze nie nadeszła godzina moja?» Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: «Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie».

 

Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary. Jezus rzekł do sług: «Napełnijcie stągwie wodą». I napełnili je aż po brzegi. Potem powiedział do nich: «Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu». Ci więc zanieśli.

 

Gdy zaś starosta weselny skosztował wody, która stała się winem – a nie wiedział, skąd ono pochodzi, ale słudzy, którzy czerpali wodę, wiedzieli – przywołał pana młodego i powiedział do niego: «Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory».

 

Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie.

słowa o Słowie

(komentarz do Ewangelii)

 

Jakże niedoskonałą istotą jest człowiek. Przez naszą niedoskonałość traktujemy nieraz życie chrześcijańskie jak wielki perfekcjonizm, przykazania, zasady oparte na dogmatach, filozofii. Nasza misja chrześcijańska polega wtedy na dokładnym przestrzeganiu przykazań. Takie spojrzenie sprawia, że Ewangelia staje się dodatkowym ciężarem, bo np. trzeba w niedzielę chodzić do kościoła, przestrzegać norm etycznych itd. Może rodzić się wówczas przekonanie, że istotą życia chrześcijańskiego jest zasłużenie sobie na niebo poprzez dobre uczynki i życie moralne. Albo więcej, może zrodzić się nawet podejrzenie, że Jezus przyszedł jedynie po to, by pomnożyć nasze ciężary, wskazać nasze braki. Dzisiejsza Ewangelia pokazuje zupełną przeciwność zamierzeń Jezusa, bo każdemu z nas przydarzy się (lub przydarzyła się) sytuacja po ludzku bez wyjścia, bez nadziei. Coś w naszym życiu jest lub będzie ”brakiem wina i pustą stągwią”. Ewangelia zachęca nas do naśladowania Maryi w radzeniu sobie ze zaistniałymi brakami w kilku prostych krokach.

 

Krok pierwszy: zauważyć istniejący brak i go nazwać. Podstawowy problem człowieka XXI wieku – brak czasu i brak należytej uwagi czy koncentracji. Większość z nas w codziennym natłoku ważnych zadań zapomina o konieczności codziennego rachunku dnia – nie tylko rachunku sumienia, ale po prostu o analizie wydarzeń naszego dnia, emocjach, które nas dotknęły i niepokojach, brakach, które w nas tkwią. Pewnym ułatwieniem sposobem radzenia sobie z takim „rachunkiem” może być czas modlitwy, rozważania, medytacji. Pozwolenie, żeby w nasze życie realnie wszedł Bóg i pomógł nam poskładać rozbiegane myśli i nieokiełznane emocje. W ten sposób możemy spróbować nazwać dotykający nas brak: brak miłości, dobrego słowa, zdrowia, konsekwencji, gorliwości, cierpliwości.

 

Krok drugi to podjęcie starań, żeby temu zaradzić. Chrześcijanin, opierając się o swoją osobistą relacje z Bogiem, podzieli się swoją radością lub troską właśnie z Nim. W sytuacji trudnej powinniśmy przede wszystkim powiedzieć o swoich troskach Bogu (jak Maryja) i z Nim współpracować. Maryja nie wie jak rozwinie się sytuacja. Ufa jednak całkowicie, że Bóg wie, co należy robić. Siła więzi z Bogiem jest wprost proporcjonalna do naszego zaufania w Bożą Opatrzność. Jak wygląda Twoja więź z Bogiem? Budujesz ją codziennie?

 

Krok trzeci to nadzieja na to, że otrzymamy od Boga potrzebną łaskę w obfitości, że Bóg wie jakie rozwiązanie jest dla nas najwłaściwsze. Bóg nie potrafi dawać mało i daje zawsze więcej daje więcej niż to, o co prosimy. Właśnie nadzieja i wiara są po ludzku najtrudniejsze do utrzymania – szatan też o tym wie i próbuje zniszczyć naszą więź z Bogiem poprzez podkopywanie naszej wiary w Bożą moc i naszą nadzieję, że Bóg-Ojciec przemienia nasze życie, jak wodę w wino. Walkę o utrzymanie oraz pogłębianie wiary, nadziei i miłości toczymy codziennie i tak będzie do końca naszego ziemskiego życia.

 

Część rozważań zaczerpnięta została z aplikacji „Modlitwa w drodze”

 

Corpora dormiunt, vigitant animae

 

Pierwotnie założyłem, że temat styczniowego artykułu będzie lekki i radosny. Przewidywałem, że będzie dotyczył wspomnienia o Okresie Bożego Narodzenia albo tradycji ludowych związanych z właśnie z kolędowaniem, orszakami Trzech Króli, itp. Skomplikowane, trudne tematy zamierzałem pozostawić na okres Wielkiego Postu, który skupia naszą uwagę na przemijaniu, kruchości naszego życia, grzechu, śmierci, walce o swoje zbawienie. Niemniej teraz kiedy piszę ten artykuł w Polsce trwa żałoba narodowa, ogłoszona przez Pana Prezydenta Andrzeja Dudę i postanowiłem napisać o próbie wiary. W życiu każdego przychodzą takie próby. Aby wiara stała się mocna, musi być wypróbowana, musi przejść przez tygiel doświadczeń, przez wiele prób i burz. Wiara powierzchowna, oparta jedynie na wychowaniu, uczuciu i pewnych przyzwyczajeniach, w obliczu trudności załamuje się. Bóg chce, by człowiek wierzący został w wyniku prób wiary ogołocony z tego, co stanowiło jedynie podpórki wiary; co nie było autentycznym przylgnięciem do Chrystusa, oparciem się na Nim i powierzeniem się Jemu. Wiara autentyczna to wiara pozbawiona wszelkich podpórek naturalnych, takich jak zrozumienie, odczucie, doświadczenie zmysłowe czy wyobrażeniowe; to oparcie się jedynie na Bogu i Jego słowie, jak mawia mój przyjaciel „wierzyć to stać nad przepaścią i zrobić ogromny krok naprzód”.

 

Taką próbą wiary są nasze osobiste doświadczenia, ale też doświadczenia wspólne, obejmujące całe społeczeństwo. Jednym z nich jest śmierć śp. Pawła Adamowicza. Wydarzenie to wywołało ogromne poruszenie wielu ludzi, mediów, władz samorządowych oraz państwowych. Naszym obowiązkiem jest tłumaczyć po chrześcijańsku to wydarzenie.

 

Bóg stawiając człowieka w sytuacjach trudnych, prowokuje go do aktu wiary. Sytuacje takie poprzez uświadomienie nam naszej niemocy mogą pogłębiać naszą tęsknotę za Bogiem. Bóg nie chce przychodzić do nas nie proszony. Miłość chce być oczekiwana, jeżeli nie jest oczekiwana, jest miłością wzgardzoną. W tym sensie wiara jest oczekiwaniem. Stopień oczekiwania na Pana jest świadectwem wiary w Jego moc i Jego miłość.

 

Kościół rozpoczyna świecki rok kalendarzowy dniem poświęconym Matce Bożej. W Nowy Rok ukazuje nam postać Tej, która "szła naprzód w pielgrzymce wiary" (KK 58). W życiu Maryi z dnia na dzień urzeczywistniało się błogosławieństwo wypowiedziane do Niej przez św. Elżbietę: "Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła" (Łk 1, 45). Kościół więc widzi w Maryi najpełniejszy wzór naszej wiary. Maryja uprzedza nas, jakby wskazując nam kolejne kroki i jest na naszej drodze wiary blisko nas. W myśli soborowej Matka Boża została ukazana jako ta, która zajmuje w Kościele miejsce najwyższe, ale jednocześnie najbliższe nam.

 

Łacińską paremię stanowiącą tytuł niniejszego artykułu należy tłumaczyć jako ”ciała śpią, dusze czuwają”. Tekst ten jest wyryty w krypcie pod Wieżą Srebrnych Dzwonów na Wawelu na tablicy upamiętniającej 96 ofiar smoleńskiej katastrofy, innego tragcznego wydarzenia w najnowszej historii Polski. Śmierć z ręki innego człowieka jest tragedią, która może zburzyć wiarę jego najbliższych, a gdy śmierć jest zabójstwem osoby publicznej, może zachwiać wiarą ogromnej liczby ludzi, którzy śledzą wydarzenia w mediach i przeżywają tę tragedię na swój sposób.

 

W takiej sytuacji ukojeniem lęków, żalu i pytań pozostawionych bez odpowiedzi jest wiara, a jej wyrazem modlitwa. Módlmy się zatem za zmarłego śp. Pawła Adamowicza oraz w szczególności za jego rodzinę, nie zostawiajmy ich samych z cierpieniem. Módlmy się także o uspokojenie emocji społecznych, przebaczenie i pojednanie. Czasem lepiej zrobić w miłości krok wstecz niż osądzać innych czy szafować swoim zdaniem. Chrześcijanie opierający swe życie w pierwszym rzędzie na Chrystusie, choćby wszystkich już utracili i mieli rozdarte serca, pozostaną związani z Nim nadzieją, jaką niesie żywa wiara „w świętych obcowanie, grzechów odpuszczenie, ciała zmartwychwstanie, żywot wieczny…” Przeżytą tragedię będziemy potrafili wówczas zamknąć za sobą tak, jak naszą codzienną modlitwę kończymy – słowem „Amen” i żyć dalej. Może, dzięki naszym modlitwom życie będzie lepiej wypełnione szacunkiem, życzliwością i miłością bliźniego?